Intro dla początkujących



 

© Copyright by Bacchus & PoszukiwanieSkarbow.com 2003

www.poszukiwanieskarbow.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Praca jako całość oraz jej fragmenty nie mogą być wykorzystywane w celach innych niż do własnego użytku. Wprowadzanie wszelkich zmian zabronione. Udostępnianie pracy innym może nastąpić tylko w postaci całego tekstu i jego elementów, bez wprowadzania jakichkolwiek zmian.

 

Rozwiązanie tajemnicy jest zawsze mniej interesujące niż tajemnica sama w sobie.

Tajemnice mają coś nieziemskiego, nawet boskiego - ich rozwiązanie jest jednak już tylko rzemiosłem.

Jorge Luis Borges

 

 

Ponieważ moderatorzy i ja otrzymujemy non-stop masę zapytań dot. podstawowych zagadnień exploracji, postanowiłem utworzyć osobny dział przedstawiający w zarysie merytoryczne fundamenty poszukiwań, znajomość których jest w moim mniemaniu obligatoryjna dla świeżo upieczonego poszukiwacza emocji. Poniższy tekst kierowany jest do amatorów exploracji naziemnej z detektorem (intro o exploracji podziemnej i podwodnej w przygotowaniu) i na pewno nie wyczerpuje omawianych zagadnień. Ma stanowić wprowadzenie do tematu, który proponuję rozwinąć na forum.

Tekst odzwierciedla moje osobiste doświadczenia i spostrzeżenia i nie musi pokrywać się z przekonaniem innych. Nie uzurpuję sobie prawa do nieomylności, tudzież nie oczekuję brania poniższych wskazówek jako dogmatów. W wypadku uwag, propozycji, sugerowanych zmian lub komentarzy proszę o kontakt.

 Bacchus

I. Sprzęt

1. Przed kupnem wykrywacza

Wykrywacz - bezsprzecznie Alfa i Omega całej imprezy, najczęściej też najdroższy atrybut reinkarnacji Indiana Jones, jakim jest explorator. Na początek polecam dla wprowadzenia przeczytanie działu „Technika”.

Szeroka paleta firm i modeli wykrywaczy przywraca o zawroty głowy, podobnie jak i ceny, często wręcz dobijające entuzjastę i jego marzenia o przemierzaniu pól i lasów z zachodnim sprzętem najnowszej generacji. Krajowe „piszczałki” wyróżniają się z reguły niższą ceną, lecz – niestety – w większości wypadków również słabszą jakością i niskim komfortem użytkowym (o tym jeszcze później).

Z jednej strony potencjalny nabywca musi ustalić sam dla siebie, czego zamierza szukać (lub innymi słowy, co  w pierwszej mierze chciałby znaleźć). Pomijając nierealne obligatoryjne  „bursztynowe komnaty”, jajka Fabergé (które nie leżą zakopane w ziemi co dwa metry, mimo, iż niektóre gazety próbują nas chronicznie o tym przekonać), lub inne, tym podobne jaja, przeciętny „detectorist” ma do wyboru a) militaria b) całą resztę, czyli monety, drobne wyroby jubilerskie, sprzączki, groty od strzał, itp.

Ponieważ w większości wypadków odpowiedź na powyższe pytanie brzmi „wszystko” lub „wszystko minus szrot”, możemy przejść od razu do kwestii nr 2, czyli „ile wydać”. Na to pytanie jasnej i ultymatywnej odpowiedzi udzielić nie mogę, ponieważ to już kwestia grubości portfela i tolerancji żony/dziewczyny/rodziców/chłopaka do tak nietypowych pomysłów jak „poszukiwanie skarbów”. Pozwolę sobie jednak udzielić w tym miejscu kilku rad wynikających z własnego doświadczenia:

a)  nawet jeśli posiadasz fundusze na „najlepszy detektor”, to po zapytaniu nawet najbardziej doświadczonych poszukiwaczy, który to jest, otrzymasz więcej opinii, niż ilość pytanych osób.1

Zapewniam, że „najlepszy” jest pojęciem wysoce relatywnym. Sam, po wielu próbach i mniejszych lub większych nerwicach stwierdzam, że najwięcej prawdy jest zawarte w powiedzeniu, że wśród tych setek modeli wykrywaczy na rynku czeka na każdego poszukiwacza gdzieś ten jedyny, dla niego najlepszy, najbardziej odpowiadający jego indywidualnym oczekiwaniom. Pytanie oczywiście tylko, który.

b)  Odradzam stanowczo kupno wykrywacza, którego – niezależnie od marki i ceny – osobiście nie widziałeś w akcji w terenie i którego nie używałeś sam, choćby przez 5 minut.

c)  Zanim otrzymam maile od zbulwersowanych producentów i handlarzy wykrywaczy, powiem oględnie: proszę traktować podawane przez producentów i handlarzy osiągi urządzeń jako  „relatywne” – również zachodnich.

d)  Już niejeden explorator miał z racji pokaźnej wagi wykrywacza po czterdziestu minutach w terenie „ręce z gumy”. Przy przeglądaniu ofert radzę zatem koniecznie zwrócić uwagę na wagę wykrywacza. Jeżeli nie jest ona podana w katalogu lub na stronie, polecam przesłać zapytanie do sprzedawcy. Jako iż do większości modeli proponuje się dwie lub nawet więcej cewek, należy spytać o wagę z każdą cewką.  

e)  Zasilanie, czyli zużycie baterii i powiązane z tym koszta, mogą prowadzić do większej dziury w budżecie exploratora. Na tym polu szczególnie wyróżnia się np. GeoScan, zużywający 12 baterii AA (paluszków) w ... ok. 8 godz. Jedynym ratunkiem mogą być tutaj akumulatorki. Z własnego, przykrego doświadczenia polecam wszystkim kupno zarówno baterii (min. 1500 mA), jak i ładowarki (nie tej najtańszej w ofercie, optymalnie takiej na różne rodzaje baterii), tej samej, renomowanej firmy. Sam używam od dwóch lat produktów niemieckiej firmy Ansmann i mogę ją z dobrym sumieniem polecić wszystkim czytelnikom. Z góry ostrzegam przed tanimi promocjami, akcjami, itp. - nie ma po prostu tanich i dobrych ładowarek i baterii. Tutaj trzeba niestety zainwestować, nieważne, jak się serce kraja, inaczej gorzko się rozczarujemy.2

f)   Przy kupnie nowego wykrywacza (lub używanego z ważną jeszcze gwarancją) polecam dokładnie przeczytać tekst umowy sprzedaży, a zwłaszcza odcinek dot. roszczeń gwarancyjnych.

g)  Brzmi może banalnie, ale na wszelki wypadek: ładna strona internetowa producenta jeszcze długo nie świadczy o równie wysokiej jakości produktu. Czasami zamieszczone na nich recenzje zadowolonych klientów (często firm) polecam traktować z lekkim przymrużeniem oka i nie sugerować się nimi zbytnio.

 

Ad a): stwierdzenie, iż „najlepszy” to pojęcie relatywne

Najważniejsze w praktyce poszukiwań z detektorem są głębia penetracji oraz umiejętność rozróżniania metali przez elektronikę/urządzenie. Ogólnie patrząc, detektory PI nie posiadają tej ostatniej właściwości, lecz wnikają głębiej, niż te pracujące w trybie VLF. Co z tego jednak przeciętnemu poszukiwaczowi, który wyrwał się w niedzielę na godzinę lub dwie do lasu, jeśli non-stop kopie, wyciągając każdy szrot? Wiem, że fani militariów używający z sukcesem PI (pozdrowienia dla JMS’a ;-)) podnoszą w tym momencie protest, ale ... takie jest już moje zdanie. Dla przeciętnego zjadacza chleba chcącego odpocząć od stresu tygodnia nasuwa się zatem VLF z dobrze funkcjonującą dyskryminacją. Problemem wielu polskich piszczałek jest jednak, iż – nomen omen – piszczą, i to niestety nie zawsze wtedy, kiedy mają - niezależnie od ustawienia parametru dyskryminacji.  

 

Ad c): ”[...]podawane przez producentów i handlarzy osiągi urządzeń proszę traktować jako  [...]“

Z reguły (czytaj zawsze) opublikowane osiągi uzyskano przy testach w powietrzu. Ci, którzy przeczytali dział „technika“ wiedzą już, co o nich sądzę: niewiele - ponieważ szukam w ziemi – nie w powietrzu. Ogólne hasło zwolenników tych testów, iż pomiar w glebie jest niedokładny, jako iż głębia penetracji uzależniona jest od lokalnych geologicznych właściwości terenu, rodzaju gleby, czy stopnia jej wilgotności, nie przekonywują mnie. Co z tego, jeśli w airteście detektor X „łapie“ monetę o 2 cm dalej, niż detektor Y, ale za to ten ostatni sygnalizuje w terenie obiekt tak precyzyjnie, że pozwala kopać „chirurgicznie“ bez „orania“ najbliższego hektara, a do tego dyskryminacja pozwala użytkownikowi  poprzez akustyczne i/lub optyczne sygnały określić, czy w ogóle opłaca się kopać?

W tym miejscu dochodzimy ponownie do problemu zasygnalizowanego w punkcie a): indywidualne preferencje użytkownika. Jedni wolą kopać m3 i mieć poczucie, że nie przepuszczą żadnego sygnału, inni wolą penetrować mniej głęboko, lecz za to kopać wtedy, gdy są przekonani, że się naprawdę opłaca.

Jeszcze jedna, końcowa uwaga: jeśli miałoby już zdarzyć się natrafienie w katalogu lub na stronie WWW producenta na dane pomiarów w ziemi, radzę zwrócić uwagę na przedmioty (zwłaszcza monety), jakie zostały wykorzystane przy testach. Jeśli są to monety niecodzienne, trudne do zdobycia lub wręcz egzotyczne (5 czegoś tam z Abu Dhabi, 2 coś tam z Dschibutti, itp.), radzę być bardzo ostrożnym. Możliwe, że te monety mają lepsze własności przewodzenia prądu niż np. krajowe, przez co są lepiej wychwytywalne przez wykrywacz.

 

2.     Saperki, Łopaty, sprzęt budowlany 

W 80% wypadków dzieli nas jakieś 10 - 20 cm ziemi od fantu – zaiste żaden powód, aby pożyczać na gwałt od szwagra koparkę. Innym razem. W normalnej praktyce starczy w zupełności saperka, lecz i tu czeka na konsumenta zdywersifikowana paleta produktów. Jako iż najważniejszym zadaniem saperki jest kopać, polecam zwrócić uwagę na jakość wykonania i w razie czego dopłacić 10 zł różnicy  do tej w SuperPromocji. Rozpisuję się tak nad tym teoretycznie banalnym tematem, ponieważ znam niejednego, który musiał przedwcześnie zakończyć wypad w teren z powodu złamanej łopatki (bynajmniej nie zniszczywszy jej podważając głazy). Czasami uda się w hipermarkecie budowlanym lub sklepie z wyposażeniem do survival’u dostać saperki posiadające mały kilof3, stanowiące ciekawą alternatywę do zwykłych. Polecam w każdym bądź razie saperki z prostokątną łopatką i futerałem. Szczęśliwcom, dla których decyzja wyposażenia nie kończy się na cenie, polecam cudo austriackiej marki Glock4.

Jeśli wielkość plecaka na to pozwala, a zamierzamy kopać w terenie zalesionym, polecam zabranie ze sobą małego toporka. Każdy, kto choć raz był zmuszony do kopania miedzy grubymi jak bicepsy ABS’a korzeniami drzewa, zna wartość tego narzędzia.5

Innym pożytecznym narzędziem jest z pewnością nóż – nieważne, czy w wersji „Rambo”, czy skarlałej, jako scyzoryk. Te ostatnie są poza tym już od kilku lat z sukcesem wypierane z rynku przez noże wielofunkcyjne, posiadające kombinerki. Problem jednak znowu w cenie: produkty wiodących firm jak Victorinox6 (producent sławnych szwajcarskich scyzoryków oficerskich) lub Leatherman kosztują w wersji de Lux prawie tyle, co tańszy wykrywacz. Zabawki za 50 lub 100 zł mają za to tą wadę, że już po krótkim czasie oddają ducha i przyn. część funkcji jest nieużyteczna.

3.     LATARKA

Nawet jeśli nie planujemy kopania po zapadnięciu mroku, polecam zabieranie ze sobą latarki. Gdy mówię teraz o latarce, to mam na myśli naprawdę latarkę, a nie mini-zabawkę w promocji za abonament gazety z programem TV, na jedną mini-baterię, dającą mini-światło na mini-odległość. 

Odradzam również od tych najtańszych, wykonanych z tworzywa sztucznego, ponieważ po wstrząsie, wywołanym np. upadkiem, z reguły nie funkcjonują i/lub się rozpadają. Szkoda pieniędzy. Z własnego doświadczenia polecam modele firmy MagLite7, będące na wyposażeniu policji USA. Do exploratorskich celów najlepiej nadają się te na 2 – 4 baterie o międzynarodowym oznaczeniu D. 8

Snop światła można regulować z punktowego na szeroki; istnieje też możliwość dokupienia dodatkowego pakietu z mocowaniem do auta, 3 filtrami zmieniającymi kolor światła i przede wszystkim gumowym ochraniaczem na przód latarki w miejscu styku metalowej obudowy z szybką. 9

4.     Apteczka

Zawsze noszę przy sobie małą apteczkę zawierającą podstawowe elementy potrzebne do (samo)pomocy w terenie. Myślę tutaj o tabletkach przeciwbólowych, aspirynie (najlepiej Bayer’a „Aspirin Direkt”, do zażycia bez po-picia, lub podobnie działającym Ibupromie), tabletkach przeciwko rozwolnieniu, większej ilości plastrów różnych rozmiarów i plastra  w rolce. Powyższe przedmioty najlepiej umieścić w starym portfelu, który nie zajmuje w plecaku lub wyposażeniu osobistym wiele miejsca, a jest łatwo rozpoznawalny.

Do tego noszę zawsze przy sobie spray przeciwko komarom i innym natrętnym krwiopijcom, wojskowy opatrunek na poparzenia (tak na wszelki wypadek, nigdy nie wiadomo, co detektor wy-kryje a my wy-kopiemy), gazę i bandaż. Wyposażenie apteczki kończy woda utleniona służąca do zdezynfekowania rany. Brzmi może, jakbym zamierzał kopać w Iraku, ale po usłyszanej opowieści o jątrzącej się ranie na ręce exploratora, powstałej na skutek przecięcia o wykopaną zardzewiałą blachę nieznanego pochodzenia, wolę być przeostrożny, niż człapać potem po przychodniach.

5.     UBIóR

Nigdy nie zapomnę znienawidzonego z powodu swojej banalności „powiedzonka” w wojsku, że „nie ma złej pogody, jest co najwyżej zły ubiór”. (Ha ha ha...). „Cuś” w tym jednak jest, dlatego opłaca się taszczyć w plecaku chociaż dodatkowy sweter i kurtkę przeciwdeszczową z kapturem. Poza tym polecam ubiór „na cebulkę”, czyli pozwalający na szybkie dostosowanie się do zmieniających się warunków meteorologicznych poprzez zdjęcie/założenie kolejnych warstw ubrania.

Wśród ubioru exploratorów przeważają modele w moro z demobilu. Ich bezsprzeczną zaletą jest cena, wytrzymałość, łatwe czyszczenie i optyczne „zlewanie” się z otoczeniem poprzez maskujące kolory. Negatywnym aspektem są jednak ewentualne wywoływane złe skojarzenia z panami o nienajlepszych manierach i zamiarach.

Zwłaszcza w okresie letnim, kiedy słońce wali na makówkę, radzę nosić bejsbolówkę lub kapelusz chroniące przed porażeniem słonecznym. Ten ostatni wygląda może i trochę dziwnie/śmiesznie, lecz np. dla mnie jako „okularnika” ;-) jest nieoceniony przy nagłym deszczu – każdy nosiciel okularów wie jak irytują krople spadające na szkła, utrudniające koncentrację i widoczność.

Okulary przeciwsłoneczne – nie wymagają chyba głębszego komentarza.

Buty – ważna sprawa, jeśli chce się uniknąć bąbli, odparzeń i innych nieprzyjemnych dolegliwości mogących wystąpić po dłuższym marszu. Jest nieprzyjemną prawdą, iż jakość oraz długość życia obuwia typu trekking określana jest przez cenę, markę i pielęgnację - w tej kolejności. Nawet jeśli do poszukiwań z wykrywaczem starczą w lecie zwykłe adidasy, sprawa wygląda już inaczej przy przemierzaniu terenów podmokłych, nie mówiąc już o obiektach podziemnych, gdzie często spotyka się odcinki zalane min. do kostek. Nie ma zatem bardziej sensownego wydatku, niż raz a dobrze zainwestować w buty do trekkingu zachodnich marek jak Lowa, Meindl, czy inne, nieprzemakalnych, wytrzymałych i na dodatek na gwarancji. Ciekawą alternatywę mogą stanowić jedynie buty wojskowe, zagraniczne lub krajowe. 

Siatka na owady – Nieocenionym, aczkolwiek rzadko spotykanym atrybutem jest siatka na owady10. Jej wartość pozna każdy przeszukujący pod zmierzch obszary przybrzeżne i pola. Przeżyłem raz, że kolega odmówił założenia oferowanej przeze mnie drugiej siatki, ponieważ obawiał się, że będzie wyglądał w niej „nieprofesjonalnie”. Dobra, kto chce się na bezludziu bawić w twardziela – proszę bardzo, lecz moja krew jest mi zbyt cenna, by bawić się bezsensownie w komarowego krwiodawcę.

Powyższe elementy wyposażenia określam jako najważniejsze i podstawowe. Każdy powinien uzupełnić je w ramach własnych potrzeb i upodobań.

II. W terenie

1.     Po zakupieniu wykrywacza

Gdy wybierzemy odpowiedni model, uzbieramy fundusze i po kilku nieprzespanych nocach otrzymamy wreszcie z rąk listonosza upragniony pakunek, można rozpocząć proces poznawczy urządzenia. Najlepiej uczynić to od sprawdzenia, czy nie brakuje żadnego oczekiwanego i potrzebnego elementu (mowa tutaj zwłaszcza o śrubkach, mocowaniach, itp.). Gdy doliczymy się wszystkiego, proponuję przed ruszeniem na dwór zapoznać się najpierw dokładnie z instrukcją – pozwala to z reguły uniknąć pierwszego napadu kur... na środku pola.11

Po może nudnawej, lecz później na pewno owocującej części teoretycznej radzę przeprowadzić serię testów pozwalających poznać zachowanie wykrywacza przy lokalizacji różnorakich, uprzednio zakopanych przez nas obiektów metalowych. Do tego celu potrzebna jest połać ziemi o wymiarach ± 4 x 4 m, gdzie możemy wychodzić z założenia, że nie zawiera nadzwyczajnej ilości odpadów metalowych mogących negatywnie wpłynąć na wynik pomiarów. Optymalne, gdy zaprosimy do wzięcia udziału jeszcze dwie osoby używające a) tego samego modelu detektora co nasz b) zachodniego wykrywacza wysokiej klasy. Tym ostatnim można jeszcze przed rozpoczęciem zakopywania obiektów testowych „przeczesać” teren w celu wyłapania przedmiotów metalowych mogących później zakłócić przeprowadzenie i wynik testu. Drugim detektorem tego samego typu, możemy porównać zachowanie naszego: jeśli przy takich samych ustawieniach wykrywacze zachowują się (mocno) zróżnicowanie, istnieje obawa, że jeden z nich (najprawdopodobniej ten świeżo przez nas rozpakowany) jest zepsuty (zdarza się to wprawdzie bardzo rzadko, lecz sam przeżyłem taką sytuację u kolegi po zakupie zachodniego wykrywacza).

Przedmiot

10

15

20

25

30

60

Moneta 5 zł

o

o

o

o

o

 

Moneta 1 zł

o

o

o

o

o

 

Boratynki 12

o

o

o

o

o

 

Kapsle od piwa

o

o

o

o

o

 

>Większy obiekt<

 

o

o

o

o

 

Hełm

 

 

 

 

 

o

Powyższa tabela przedstawia model testu. W pierwszym rzędzie zakopujemy monety o wartości 5 zł na głębokości 10 – 30 cm (dodając przy każdej dziurze 5 cm głębi) w odstępach min. 80 cm. Monety kładziemy poziomo na dole wykopanego dołka.

W drugim rzędzie postępujemy podobnie z 1-złotówkami, w trzecim z boratynkami12, itd.

Boratynki wybrałem dlatego, iż trudno znaleźć poszukiwacza nie posiadającego choć kilku egzemplarzy tej często spotykanej monety, od którego nie można by pożyczyć kilku na potrzeby testu. Kapsle od piwa są o tyle ciekawym przedmiotem do obserwacji zachowania wykrywacza, iż posiadają bardzo podobną monetom własność przewodzenia prądu, mogącą łatwo wprowadzić dyskryminację w błąd. Większy obiekt jest przedmiotem do wyboru, byle był większy od monety. Może to być np. posrebrzany kieliszek do jajka (w sztuce 5), itp. Jeśli nie posiadamy po dziadku hełmu do zakopania na głębokości 60 cm, a żaden ze znajomych również nie szczyci się podobnym znaleziskiem, nie pozostaje nic innego jak posłużenie się banalnym surogatem w postaci małego garnka.

Jeśli chcemy naprawdę dokładnie poznać możliwości naszej maszyny polecam w pierwszej rundzie zakopać monety horyzontalnie, a w drugiej pionowo, na kant.

 

Powyższy opis jest tylko jedną z biliona możliwości układu przedmiotów do testu – fantazja nie zna tutaj granic. Również wybór przedmiotów może ulegać wariacjom w/g indywidualnego widzimisię exploratora. Ważne jest, aby wypróbować najróżniejsze ustawienia pozwalające wyłapać te uniwersalne, najlepsze dla naszych późniejszych poszukiwań i poznać reakcje zachowania detektora. Umiejętność dobrej obsługi wykrywacza jest gwarantem sukcesu w terenie.

2.     Poszukiwania z detektorem

a) Poruszanie się z detektorem

Poruszanie się z detektorem jest dość specyficzne. Idziemy do przodu, wykonując ruchy wahadłowe detektorem, „omiatając”, lub, jak kto woli, „rysując” półokrąg cewką.

„Machamy” pierwszy półokrąg cewką (z lewa na prawo).

 

Posuwamy się pół kroku do przodu.

„Machamy” drugi półokrąg (jak powyżej, lecz z prawa na lewo).

Teraz od nowa: pół kroku do przodu, półokrąg z lewa na prawo, pół kroku, półokrąg z prawa na lewo, itd. W ten sposób poruszamy się do momentu pierwszego sygnału, na tyle silnego, że będziemy gotowi kopać (lub utraty sił, napadu wściekłości, ...)

Ważne jest, aby w każdym momencie penetracji cewka znajdowała się (hmmm... jednoznacznie dwuznaczne ;-)) w powietrzu, ok. 2 cm nad ziemią, równolegle do ziemi.

źle

dobrze

źle

Ważne: najlepiej, gdy cewka znajduje się non-stop równolegle 2 cm od ziemi. Taki sposób "scannowania" gruntu gwarantuje równomierną penetrację.

b) Poszukiwania w terenie

Szukanie na polu lub łące wymaga systematyczności. Poruszamy się w prostych torach/liniach, wykonując detektorem ruchy opisane powyżej. Spróbujmy ustawić tory tak, aby penetrując ziemię na torze 1 najeżdżać na ziemię należącą do toru 2. Zwiększamy w ten sposób szansę, że żaden kawałek ziemi nie pozostanie niesprawdzony. Metoda ta sprawdza się szczególnie wtedy, gdy mamy powody przypuszczać istnienie konkretnych obiektów wartościowych na danym terenie. 

c) Uwagi ogólne 

·    Po wykopaniu wartościowego obiektu polecam sprawdzenie najbliższej okolicy od miejsca trafienia w promieniu 2-3 metrów, ponieważ np. przy monetach zdarza się, że leży ich kilka blisko siebie. Najlepiej sprawdzić ten obszar „na ślimaka”, porzucając na chwilę dotychczasowy tor i poruszając się od miejsca trafienia w torze przypominającym kształt muszli ślimaka.

·    Po wykopaniu obiektu polecam przejechać jeszcze raz detektorem nad dołkiem i wykopaną ziemią, ponieważ mogły leżeć tam nie jeden, a dwa lub nawet więcej metalowych obiektów.

·    Zwłaszcza szukając w terenie zalesionym często chodzimy po kilkucentymetrowej warstwie starych liści, igieł drzew, itp. wpływającej niekorzystnie na pracę dyskryminacji w sensie rozróżniania metali. Z zasady polecam po usłyszeniu (każdego, nawet najbardziej nieatrakcyjnego!) sygnału odgarnięcie nogą tej warstwy i ponowne zeskanowanie miejsca. Bardzo często będziemy mieli inne rozpoznanie rodzaju metalu, niż za pierwszym razem (wychodząc z założenia, że nasz wykrywacz posiada naprawdę funkcję dyskryminacji, a nie tylko przycisk o takiej nazwie).

·    Uwaga szczególnie dla początkujących: w zależności od modelu wykrywacza (i cewki) może się przydarzyć, iż – zwłaszcza w terenie zalesionym – usłyszymy wyraźny sygnał, lecz po ponownym „zamieceniu” sygnałodajnej połaci detektor milczy, a wskazówka ani drgnie. Wyjaśnienie: zdarza się (również przy zachodnich wykrywaczach), że  uderzenie w kamień, pień lub w ekstremalnych wypadkach nawet w cienki krzaczek, generuje sygnał.

·    Jeśli mieliśmy wyraźny sygnał, a po wykopaniu dołu piszczałka zawzięcie milczy, nie należy się od razu załamywać. Sytuacja ta może mieć kilka przyczyn:

-          obiekt przylepił się wraz z grudkami ziemi do łopaty lub do podeszwy butów

-          nasze buty mają metalowe okucia (np. prowadnice do sznurowadeł) i to one generowały sygnał, gdy przejeżdżaliśmy zbyt blisko cewką

-          w najgorszym wypadku, gdy obie powyższe ewentualności nie wchodzą w grę lub zostały wyeliminowane: zawsze istnieje możliwość, iż jakieś mini-mikro opiłki metalu kolorowego leżały na powierzchni i generowały sygnał. Pech. 

·    Exploracja to niestety drogie hobby, a różnorodna paleta produktów służących do cudownie szybkiej, pewnej i bezstresowej lokalizacji obiektów stawia nas przed nie lada wyborem. Często można jednak zaoszczędzić fundusze. Tak jest i w wypadku ręcznych lokalizatorów obiektów metalowych, zwanych w Polsce  „pinpointer’ami”13.

Ich zastosowanie: przeszukanie hałdy wykopanej ziemi, w której wykrywacz sygnalizuje położenie niewidocznego dla nas jeszcze obiektu. Gdy najedziemy w jego okolice małym lokalizatorem, ten wydaje sygnał, zawężając w znaczący sposób pole ukrycia.

Mimo, iż sam posiadam tani model14 i w pewnych wypadkach po niego sięgam, stosuję często najprostszą metodę: klękam na jedno kolano, opierając na nim wykrywacz w taki sposób, aby po wzięciu w garść kupki wykopanej ziemi móc machać nią przed cewką.  Jeśli detektor nie reaguje, bierzemy nową garść i machamy – czynność wykonujemy tak długo, aż jakaś kupka wywoła sygnał15. Logiczne chyba, iż oznacza to, że właśnie w niej znajduje się interesujący nas przedmiot.

Uwaga: Polecam klękać na prawe kolano, na lewym opierać wykrywacz, prawą ręką przesuwać kupki ziemi15. Dlaczego? Odpowiedz jest banalnie prosta. Sam za pierwszym razem o mało nie sięgnąłem po Valium, jako iż każda kupka ziemi generowała sygnał, ale po przeanalizowaniu każdego atomu ziemi skarbu nie było. To zegarek wywoływał sygnał, a w konsekwencji podniecenie, rozczarowanie i wiązankę...

·    Do zachodnich wykrywaczy można kupić całą masę dodatków (czasami absolutnie niepotrzebnych, ale drogich. Jednym z moim zdaniem naprawdę sensownych jest ochraniacz na cewkę. Chroni on dół sondy przed rysami i amortyzuje uderzenia w kamienie itp. „Dziewiczy” wygląd cewki jest też ważnym atutem przy ew. późniejszej sprzedaży detektora.

Innym, godnym zastanowienia się wydatkiem jest ochraniacz na box elektroniki. Ma on chronić czułe wnętrzności naszej piszczałki przed wilgocią, zwłaszcza tą w formie kropel deszczu, nie wpływających najlepiej na funkcjonowanie sprzętu.

·    Pielęgnacja sprzętu nie jest dla wszystkich hasłem oczywistym. Spotkałem już na zlotach kilku „specjalistów”, których wysokiej klasy detektory wyglądały prędzej jak „kopacze”, a nie jak wykrywacze. Ważyły z pewnością podwójnie, ponieważ dwucentymetrowa (!) obudowa cewki z zaschniętej gleby robiła imponujące wrażenie.

Jeśli chcemy mieć długo pożytek ze sprzętu, dbajmy o niego. Może ktoś stwierdzi, że mam fioła na punkcie czystości, lecz jest dla mnie rzeczą oczywistą, że natychmiast po powrocie z poszukiwań rzucamy się do czyszczenia urządzeń.

·    Niestety tylko nieliczne detektory mają prowadzenie kabla z cewki do boxu elektroniki wewnątrz rury. Szkoda, ponieważ w ten sposób kabel jest mniej narażony na uszkodzenie. Szczególnie przy transporcie powinniśmy uważać na cały wykrywacz i – jeśli nie mamy go rozłożonego na części w plecaku – owinąć najlepiej suknem. Jeśli sytuacja na to pozwala, zawsze trzymam w samochodzie wykrywacz na ziemi między tylnymi a przednimi siedzeniami. Jeśli już jestem zmuszony wsadzić go do bagażnika (między łopaty, kilofy i inny sprzęt), zawsze staram się go tak ułożyć, aby leżał w sposób uniemożliwiający zderzenie się z innymi, twardymi częściami wyposażenia podczas jazdy.

Niektórzy w tym miejscu być może stwierdzą, iż przynudzam – możliwe. Mogę przytoczyć wtedy tylko przykład znajomego, który lekkomyślnie umieścił swój wykrywacz razem z kilofem i saperką. Po dojechaniu na miejsce, mógł już tylko snuć przypuszczenia, czy to kilof, czy saperka wyrzeźbiły pajęczynkę na display’u jego XLT.

 

·    Następujące miejsca są najbardziej interesujące do „przetrzepania”:

-          źródła

-          samotne drzewa

-          pagórki

-          jaskinie

-          rozstaje dróg

-          ruiny zabudowań

-          miejsce, na których kiedyś stały karczmy

-          miejsca bitew

-          plaża

·    Na wielu stronach internetowych można napotkać „kodeks poszukiwacza”, czyli nomenklaturę wzorców zachowania, które powinny cechować exploratora. Mimo, iż kursują jej najróżniejsze wersje, przesłanie jest tak jasne (= działaj w/g zasad zdrowego rozsądku!), że skoncentruję się na tych dla mnie najważniejszych punktach.

Faktem jest, że w niektórych środowiskach (nie mówię teraz o archeologach, ponieważ jest to całkiem inny temat) poszukiwacze maja złą opinię, którą zawdzięczamy małej grupce czarnych owiec. Zatem starajmy się zapobiec kreowaniu wizerunku poszukiwacza-wandala postępując zgodnie z zasadą „nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”. Proponuję więc, byśmy się najpierw trochę wysilili i zapytali rolnika, czy możemy „przetrzepać” jego pole, ponieważ sami w takiej sytuacji raczej niechętnie spojrzelibyśmy na intruza chodzącego po naszym mieszkaniu i przeglądającego szafki.

Nie trzeba chyba nikomu uzmysławiać, ze jeśli pole jest zasiane chodząc i kopiąc po nim niszczymy cudzą pracę.

Nieważne gdzie kopiemy: zasypujmy za sobą dziury! Nie dziwmy się, że widok ekipy z detektorem i łopatami wywołuje u leśniczych szybki wzrost adrenaliny, jeśli muszą non-stop zasypywać dziury po SuperExploratorach, którzy z lenistwa pozostawiają za sobą księżycowy landszaft.

Temat dewastacji grobów: Słyszy się czasem w scenie o indywiduach kopiących celowo groby poległych (!) w celu wydobycia cennych dla kolekcjonerów części wyposażenia. Uważam, że nie ma nic bardziej ohydnego niż podobny proceder, który ze wszech miar zasługuje na najwyższą karę i potępienie. Poległy żołnierz był też człowiekiem, walczył dla jakiś ideałów, lub może właśnie miał ideały w poważaniu i był po prostu zmuszony zabijać ludzi, których nie znał. Nieważne. Z pewnością nikt z nas nie chce, aby za 100 lat jakiś kretyn skakał po naszych rozsypujących się kościach na wydobytej ziemi. Dlatego darujmy zmarłym spokój wieczny, jako iż nic więcej nie możemy już dla nich uczynić. Amen.

_________________________________________________

© Copyright by Bacchus & PoszukiwanieSkarbow.com 2003

www.poszukiwanieskarbow.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Praca jako całość oraz jej fragmenty nie mogą być wykorzystywane w celach innych niż do własnego użytku. Wprowadzanie wszelkich zmian zabronione. Udostępnianie pracy innym może nastąpić tylko w postaci całego tekstu i jego elementów, bez wprowadzania jakichkolwiek zmian.

 

SPIS TREśCI:

I. Sprzęt

1. Przed kupnem wykrywacza

2. Saperki, łopaty, sprzęt budowlany

3. Latarka

4. Apteczka

5. Ubiór

II. W terenie

1. Po zakupieniu wykrywacza

2. Poszukiwania z detektorem

a)  Poruszanie się z detektorem

b)  Poszukiwania w terenie

c)  Uwagi ogólne

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

____________

1 Polecam się zapytać jakich NIE polecają – odpowiedzi będą z pewnością o wiele bardziej interesujące i jednolite

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

____________

2 Podczas wypadu w teren nie zapomnijmy o zapasowych bateriach

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

____________

3

Saperka

jako motyka

jako motyka z kilofem

____________

4

Teleskopowa saperka firmy Glock. Waży tylko 650g, możliwość użytkowania jako motyka; piła

____________

5 Z racji humanitarnego obowiązku chronienia natury proszę o jak najbardziej oszczędne używanie tego narzędzia. Aby korzenie były tak grube, drzewo musiało rosnąć kilkadziesiąt lat. Nie zniszczmy go zatem w minutę lub dwie.

____________

6

VictorinoxSwisstool

oraz model ze średniej półki

____________

7

MagLite bez dodatkowych gadżetów

____________

8 Polecam modele zasilane bateriami D, a nie C, ponieważ a) nie ma zbyt wielkiej różnicy w wadze, więc od razu opłaca się wziąć te „większe” b) D łatwiej dostać na stacjach benzynowych lub małych sklepach otwartych w soboty i niedziele w pobliżu potencjalnego terenu poszukiwań

____________

9 Obojętne, jaką firmę i model wybierzemy: nie zapomnijmy o zapasowych bateriach i żarówce!

____________

10

____________

11 Brzmi może jak dowcip, ale piszę na całkiem poważnie: przy pierwszym użyciu nowego wykrywacza na dworze radzę wziąć ze sobą komórkę z zapamiętanym nr do producenta. Niewykluczone, że będziemy tak sfrustrowani, że będziemy chcieli do niego zadzwonić i poznać jego interpretację instrukcji.

____________

12 Boratynka: miedziany szeląg Jana II Kazimierza o wartości 1/3 grosza, bity w latach 1659-1666. Nazwa pochodzi od dzierżawcy mennic T.L. Boratiniego. Łatwy do znalezienia, łącznie wybito 1,8 mld sztuk.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

____________

13

Merlin to lokalizator ręczny bardzo rozpowszechniony na zachodzie. Jednak moim skromnym zdaniem, jego zalety nie rekompensują nieprzyzwoicie wysokiej ceny (66 Euro).

____________

14

Lokalizator ręczny z sklepu wysyłkowego dla elektrotechników itp. za 10 Euro. Ma wiele funkcji (ciekawych dla elektromonterów, nas interesuje tylko ta jedna). żółtą końcówką można grzebać w ziemi.

____________

15